Polskie mleczarnie to fenomen. Nie tylko z powodzeniem konkurują na rodzimym rynku z zagranicznymi gigantami, eksportują swoje produkty do tak odległych zakątków, jak Egipt, Wietnam czy Arabia Saudyjska, ale sprzyjają im nawet światowe trendy. Czy Polska staje się tygrysem branży mleczarskiej?

 

Polska branża mleczarska jest dowodem na prawdziwość twierdzenia, że „co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Gdy w 2014 roku Rosja ogłosiła embargo na polskie produkty, producentom wyrobów mleczarskich eksportującym gros swoich wyrobów do Rosji, zawalił się świat. Nie poddali się jednak i stopniowo – krok po kroku – odkuli się na innych rynkach. Dziś po tamtym kryzysie nie ma już śladu, bo dywersyfikacja rynków zbytu skutecznie ograniczyła spadek eksportu. I tak: w okresie od stycznia do października ub. r. największym odbiorcą polskich produktów mleczarskich były Niemcy (wartość importu – ponad 912 mln zł), następnie Czechy (prawie 422,5 mln zł), Wielka Brytania (310,6 mln zł), Królestwo Niderlandów (259,5 mln zł) i Włochy (233,9 mln zł). Kolejne miejsca pod względem wartości eksportu zajęły: Słowacja, Rumunia i Węgry. W tym samym czasie największym importerem polskich produktów mleczarskich spoza Unii była Algieria, która jest największym importerem polskiego odtłuszczonego mleka w proszku (łączna wartość importu: 161,8 mln zł), Białoruś (122,5 mln zł), Chiny (111,9 mln zł), Arabia Saudyjska (96,3 mln zł) oraz Wietnam (84,9 mln zł). Dużymi importerami z krajów spoza Unii były jeszcze: Indonezja, Irak, Izrael, Kuba i Egipt. Ten ostatni zaimportował produkty mleczarskie z Polski za kwotę blisko 50 mln zł.

Mleczne tygrysy

O polskich producentach produktów mleczarskich już się mówi, że należą do tygrysów tego rynku. I ciągle walczą, systematycznie zwiększając w nim udziały. Wspierają ich w tym polskie organizacje branżowe i resort rolnictwa, które od lat konsekwentnie promują polskie wyroby na afrykańskich i dalekowschodnich rynkach, co owocuje rosnącym zainteresowaniem m.in. w Indiach, Wietnamie czy Japonii. A ma być jeszcze lepiej, bo jak wynika z raportu „Agricultural Outlook 2017-2026”, przygotowanego przez ekspertów OECD-FAO, w latach 2018-2026 światowa dynamika wzrostu spożycia poszczególnych produktów mleczarskich będzie wyższa niż dynamika wzrostu spożycia najważniejszych gatunków mięsa. Autorzy raportu prognozują, że globalne spożycie serów zwiększy się o 12,9 proc. do 26,2 mln ton. Najszybciej będzie się ono zwiększać w krajach rozwijających się (średnio w tempie 2 proc. rocznie), podczas gdy w krajach rozwiniętych gospodarczo prognozuje się wzrost na poziomie 1,2 proc. Najwięcej serów zjedzą Amerykanie (więcej o 0,9 mln ton) oraz obywatele Unii Europejskiej (o 0,7 mln ton). Znacząco też zwiększy się konsumpcja serów w Brazylii (o 133 tys. ton), Egipcie (o 129 tys. ton) i w Chinach (o 121 tys. ton).

Ze zwiększonym popytem idą w parze wyższe ceny, a od wielu miesięcy na światowych rynkach mleczarskich możemy zaobserwować systematyczny wzrost cen serów długodojrzewających. Za Cheddar sprzedawany na terenie Unii Europejskiej płacono średnio o 1,6 proc. więcej niż w poprzednim miesiącu, za Goudę o 3,8 proc. więcej, a za Edam – o 4,5 proc. więcej. To nie wszystko. Poziom cen serów dojrzewających w Unii Europejskiej w lipcu br. był również znacząco wyższy niż w przed rokiem. Cheddara o 35 proc., Edama – o 41 proc., a Goudy – aż o 43 proc.

– Ostatni raz wyższy poziom cen serów w Unii Europejskiej notowano w sierpniu 2014 r. – zauważa Paweł Wyrzykowski, ekspert rynków rolnych w banku BGŻ BNP Paribas.

W Polsce, według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w lipcu br. średnie ceny zbytu serów były trochę niższe od średniej unijnej, ale wciąż idą w górę. Edam zanotował wzrost o 1,6 proc., Gouda – o 1,7 proc., a Cheddar o 5,7 proc. (w porównaniu do czerwca br.).

Serowe eko trendy

Polacy także sobie cenią sery od krajowych producentów. A moda na ekologię i coraz większa świadomość w zakresie ekologicznej produkcji żywności powodują, że szczególnie poszukiwane się te regionalne, z ekologicznymi certyfikatami, w których specjalizują się mniejsi producenci.

– Jeśli chcemy kupować polskie sery, szukajmy ich jak najbliżej wytwórcy. A najlepiej u samego serowara. Korzystajmy z okazji, jaką są różnego rodzaje festiwale smaku, festyny, przeszukujmy mniejsze i większe targowiska – radzi w Wirtualnej Polsce Eugeniusz „Gieno” Mientkiewicz, znany kucharz i krytyk kulinarny.

Nie bez powodu imprezy takie jak Europejskie Targi Produktów Regionalnych w Zakopanem cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Każdego roku w sierpniu na zakopiańskiej Dolnej Równi Krupowej swoje produkty prezentują producenci żywności regionalnej z kraju oraz z zagranicy. W ubiegłym roku w kategorii „Produkty regionalne pochodzenia zwierzęcego” na podium znalazły się: Bacówka u Bucka za „Stary Syr”, Ser Farm za ser „Kaszubski Chłop” oraz Adam Kuros za bunc podwędzany.

Niestety, choć w Polsce mamy wielkie spółdzielnie mleczarskie (łączne przychody Mlekovity, Mlekpolu i Polmleku przekroczyły już 10 miliardów złotych), o dziwo żadna z nich nie weszła na giełdę. Tym samym polscy inwestorzy pozbawieni są możliwości czerpania korzyści z tego biznesu.

Być może zmieni to Ser Farm, do którego należy Stara Mleczarnia z Kaszub, producent serów ekologicznych długodojrzewających, który wkrótce zadebiutuje na naszej platformie.

Jedna odpowiedź

  1. Adam

    I żadne z mleczarń nie wejdą na giełdę, bo są to głównie spółdzielnie. Dlatego też nie zostały przejęte przez zagraniczny kapitał – i bardzo dobrze.
    Także ciekawa sprawa z tą emisją, kiedy startuje na bessfund?

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany